1. Będziemy ćwiczyć nasze serca i ciała dla osią…gnięcia pewnego, niewzruszonego ducha.

2. Będziemy dążyć do prawdziwego opanowania sztuki karate, aby kiedyś nasze ciało i zmysły stały się doskonałe.

3. Z głębokim zapałem będziemy starać się kultywować ducha samowyrzeczenia.

4. Będziemy przestrzegać zasad grzeczności, poszanowania starszych oraz powstrzymywać się od gwałtowności.

5. Będziemy spoglą…dac w góre ku prawdziwej mą…drości i sile, porzucają…c inne pragnienia.

6. Będziemy wierni naszym ideałom i nigdy nie zapomnimy o cnocie pokory.

7. Przez całe życie, poprzez dyscyplinę karate, dążyć będziemy do poznania prawdziwego znaczenia drogi, którą… obraliśmy.

 

Samoobrona jest często pierwszym powodem, dla którego rodzice zapisują dzieci na karate. Powinien być ostatnim. Ta sztuka walki przede wszystkim jest katalizatorem dla ukształtowania u nastolatka pewności siebie, stanowczości, umiejętności dążenia do celu, spokoju i koncentracji.

STANOWCZOŚĆ I OPANOWANIE

Najpierw młody karateka staje twarzą w twarz z przeciwnikiem. Nowi uczniowie ustawiają się w parach i jeden ćwiczy opanowanie, podczas gdy drugi trenuje tradycyjny okrzyk bojowy i z bezpiecznego dystansu markuje uderzenie w kierunku twarzy partnera. Większość początkujących jest wtedy spięta. Wzdragają się przy każdym okrzyku. W miarę jak mijają tygodnie, uczą się stać spokojnie w obliczu takiego „zagrożenia". Jest to znane jako zachowanie spokoju podczas burzy. Sztuki walki są praktycznym kursem w treningu stanowczości. Niektórzy psychiatrzy zalecili nawet ich trening pacjentom, którym brakuje stanowczości.



OSIĄGANIE CELÓW

Rodzice odkryją, że karate przyczynia się do rozwoju umiejętności zdobywania celów. Dobre dojo (klub) jest środowiskiem pozytywnych wzorców zachowań. Uczniowie pracują, by poprawić swoje umiejętności jak najlepiej potrafią. Znajdziesz tam dzieci w wieku sześciu, siedmiu lat, które zapamiętały setki ruchów. Albo matkę, która przełamując stereotyp, trenuje razem z córką lub też ważnego prawnika, który zrzuca swój trzyczęściowy garnitur i wkłada kimono, aby zgubić kilka kilogramów. Jest też fizycznie upośledzony osobnik, który poprzez trening sztuk walki pokonuje całe lub część swojego inwalidztwa. Sale sztuk walki są miejscami, gdzie zwyczajni ludzie stają się nadzwyczajni poprzez nadzwyczajną determinację. Dzieci obcujące z tego typu uporem w dążeniu do celu mają większą szansę ukształtowania tej cechy swojej osobowości.



POTRZEBA PRZYNALEŻNOŚCI

Wyraźną przewagą karate nad grami zespołowymi jest to, że każde dziecko może brać czynny udział w zajęciach, w przeciwieństwie do gier zespołowych, gdzie młodzieniec nie może się przebić lub kończy na ławce rezerwowych. Karate pozwala każdemu występować na najwyższym poziomie. Jest to sport wyraźnie indywidualny. A jednak może spełniać dziecięcą potrzebę przynależności do grupy. U uczniów rozwija się specjalne przywiązanie, które jest wzmocnione poprzez mistykę, która otacza karate. To sprzyja poczuciu bycia wyjątkowym i stanowienia części czegoś niezwykłego. Do poczucia, że należą do grupy praktykującej sztukę walki, dochodzi zabezpieczenie przeciwko wdaniu się dziecka w czynności negatywne.



KONCENTRACJA I NAUKA

Treningi karate mogą pomóc dzieciom uczyć się. "Oceny mojego syna uległy wspaniałej poprawie - mówi jedna z matek. - Steven miał trudności z czytaniem i myślę, że karate było czynnikiem pomagającym mu skoncentrować się w szkole". Koncentracja jest niewątpliwie produktem ubocznym karate. "Tradycyjne kata jest lekcją samokontroli - powiada instruktor - kontrola fizyczna i psychiczna jest trudna ze względu na intensywność wymaganego skupienia. Utrzymywanie niskiej pozycji, pamiętanie każdego skomplikowanego ruchu i wykonywanie go z siłą wymaga wysiłku".



STAWANIE SIĘ DOROSŁYM

"Karate oferuje jasne oceny rozwoju, których brakuje w innych nowoczesnych zajęciach - zauważa dr Ann Iryine z Instytutu Psychologii Nort Columbia - myślę, że rozpoczęcie treningu jest ważną częścią stawania się dorosłym. Karate ma oczywiste poziomy zaawansowania". Odmiennie niż Mała Liga Baseballu czy liga piłki nożnej ten sukces może być osiągnięty na drodze indywidualnej pracy. Każde dziecko widzi rezultat swojego wysiłku. Nie jest on podkreślany ani osłabiany grupowym wysiłkiem. Wyższe stopnie są przyznawane w drodze zdawania formalnego testu przeprowadzanego w określonych odstępach czasu.



MEDYTACJA W RUCHU

Po dwóch lub trzech latach treningu dzieci mogą już wchodzić w stan medytacji podczas wykonywania kata. Chociaż uczą się ruchów tych form świadomie, w wyższych stadiach treningu kata są wykonywane podświadomie. To stwierdzenie odpowiada temu, co naukowcy uważają za przełączenie funkcji lewej na prawą półkulę mózgową. Mówi się, że lewa półkula mózgu jest odpowiedzialna za logiczną świadomość, "biurokratyczną stronę", podczas gdy prawa jest uważana za bardziej twórczą i płynną. To może tłumaczyć tradycyjne powiązanie pomiędzy medytacją zen i sztukami walki. Karate na wyższym poziomie można więc porównać z medytacją w ruchu.



KORZYŚCI FIZYCZNE

Karate jest podobne do baletu ze względu na podobne wymagania względem koordynacji ruchowej. Zarówno górna jak i dolna część ciała musi wykonywać zawiłe, skoordynowane ruchy. "Zacząłem uczyć moje dziecko sztuk walki, gdy miało niecałe cztery lata - mówi psychiatra dr Jilbert Lewis - Rozwój neurologiczny w tym wieku jeszcze występuje i czuję, że lekcje karate, gimnastyki lub tańca są pomocne." Brak koordynacji ruchowej u dzieci może znaleźć najlepsze lekarstwo dla rozwinięcia równowagi i płynności ruchów właśnie w sztukach walki. Pojemność płuc jest również powiększana poprzez trening sztuk walki. Tętno w treningu kata w karate jest porównywalne do występującego przy bieganiu. Maksymalne wartości tętna mogą być osiągnięte podczas walk treningowych.



NAPASTNICY

Osobnik znęcający się nad słabszymi z reguły ma niską samoocenę i potrzeba czucia się silnym powoduje, że szuka ona słabszych od siebie. Wyczuwa odznaki słabości jak niechęć do spojrzenia w oczy, zgarbiona postawa, przy zaczepce szybki oddech, łamiący się głos i niepewność w odpowiedziach. Przeciwnie do tego, co rodzice mogliby sądzić, trening sztuk walki nie przygotowuje dzieci na otwartą rozgrywkę z "zaczepiaczem"; raczej powoduje wygaszenie sygnałów prowokujących agresję. Sztuki walki uczą patrzeć przeciwnikowi w oczy. Sparing uczy kontroli oddechu. Praca nad pozycjami jest integralną częścią rozwijania równowagi, siły i szybkich przemieszczeń.

Oyama urodził się w 1923 roku w Korei jako Hyung Lee. Dopiero później, po obraniu drogi karate pokornie przybrał japońskie imię Oyama Masutatsu (wzniosłość wielkiej góry). Młody Hyung Lee bardzo wcześnie zapoznaje się z lokalnymi sztukami walki w Korei, w szczególności Tea-Kyon i Tea-Kwon-Pup. Z tych dwóch dyscyplin narodzi się wkrótce nowy sport: Teakwondo. Oyama zgłębia także różne odmiany japońskiego kempo. W tym okresie jego ideałem jest Otto Bismarck, człowiek, który zjednoczył Niemcy: "Tak bardzo pragnąłem stać się Bismarkiem Wschodu, ze w wieku trzynastu lat opuściłem dom i udałem się do Tokio" (droga Kyokushinkai, tłumaczona z angielskiego przez Antonie Leibovici). W Tokio Oyama ćwiczy judo w światowym centrum tej sztuki, Kodokanie. W 1938 zapisuje się on do prowadzonej przez Gigina Funakoshi wraz z synem Yotaka szkoły karate Shotokan: "Ćwiczyłem karate Shotokan... miałem jednak pewne zastrzeżenia co do pozycji ciała w tym stylu. Poza tym nie odpowiadało mi kontrolowanie technik... Był to dla mnie kostniały styl, wiec odszedłem..." (Oyama Masutatsu w "Mas. Oyama, legenda karate", przegląd "Dojo - Arts-Martiaux", nr.29, luty 1989) Oyama opuszcza dojo Shotokan w 1940: "Większość najbardziej znanych mistrzów japońskich otarła się o styl Shotokan. Także Mas Oyama, twórca Kyokushnkai, około 1938 trenował przez półtora roku w dojo Funakoshiego. Zrezygnował, oceniając ten styl jako nieskuteczny. Jego odejście zbiegło się z porażką Yoshitaki, syna twórcy Shotokanu, w pojedynku z mistrzem Gojo-ryu." (Pierre Portocarrero, przegląd "Karate", nr 104). Oyama porzuca więc Shotokan i zostaje uczniem So Neischu. Ten ostatni (właściwie Cho Hyung-Ju), Koreańczyk z pochodzenia, jest z kolei uczniem Yamaguchi Gogen, twórca japońskiego odłamu Gojo-ryu. So Neischeu należy także do organizacji Nichiren-Sho-Shu (sekty Nichiren). To właśnie za jego sprawą Oyama zgłębia filozofię Zen: "To co się naprawdę liczy w karate, bardziej niż technika czy siła, to element duchowy, który pozwala nam poruszać się i działać w pełni swobodnie. Medytacja Zen jest ogromnie ważna dla osiągnięcia idealnego stanu ducha. Uczucie obojętności i wyzbycia się wszelkich myśli otrzymywane poprzez ten rodzaj medytacji w rzeczywistości pomaga nam przezwyciężyć nasze emoocje i myśli oraz uzewnętrznić nasze wrodzone umiejętności. Zen - odcięcie się od własnej osobowości, to dokładnie to samo odrzucenie egoistycznych pragnień i starań o dobro jednostki, które odczuwa artysta w przypływie weny twórczej. Człowiek, który chce kroczyć drogą karate nie może sobie pozwolić na lekceważenie medytacji Zen i rozwoju duchowego." Idąc za radą So Neischu, Oyama uczy się przez pewien okres u samego Yamaguchi. W 1947 zdobywa on mistrzostwo All Japan Karate w Karuyama Gymnasium.

DOBROWOLNE WYGNANIE

W 1948 po odbyciu kilkumiesięcznego wyroku w więzieniu, Oyama z własnej woli zaszywa się na osiemnaście miesięcy w zaciszu góry Kiyosumi, w perfekturze Chiba: "Jak już wcześniej wspomniałem, przebywając w więzieniu po drugiej wojnie światowej, świadomy swych niedostatecznych kwalifikacji, aby aby nauczyć lub prowadzić działalność gospodarczą, niepewny swojej przyszłości, postanowiłem poświęcić się karate... Po wyjściu na wolność udałem się od razu w kierunku odległych lasów góry Kiysumi, gdzie trenowałem w samotności przez półtora roku... Myślę , że wszyscy oddający się w pełni jednej idei powinni przejść podobny okres odizolowania od świata... Mój codzienny trening zaczynał się bardzo wcześnie rano od medytacji i oczyszczenia duchowego w lodowatych strumieniach wodospadu. Następnie biegłem do mego skromnego schronienia, aby tam kontynuować praktykę... Korzystałem ze wszystkich zasobów natury w celu rozwinięcia mojej siły i kondycji fizycznej. Bardzo dbałem o to , aby nie zaniedbywać żadnej części ciała, żadnego aspektu treningu. Ranek był zatem poświęcony na rozbudowę masy mięśniowej i wydolności płuc... Biegałem po górach, przenosiłem skały i pnie drzew, zanurzałem się w lodowatych potokach... Ten poranny trening również kończył się medytacją... Popołudnie przeznaczałem na praktykowanie karate... Przymocowałem makiwary do pni drzew i uderzałem w nie przez kilka godzin, pięściami i stopami. Ćwiczyłem także rozbijanie przedmiotów aż do chwili, gdy stan moich rąk uniemożliwiał dalszą kontynuację... Podczas mego pobytu w górach, bez względu na pogodę, nawet na jeden dzień nie zaniechałem tych brutalnych i męczących metod treningu... Gdy zapadał zmierz, zdawałem sobie sprawę z absolutnej głębi mego odosobnienia. Pogrążony w ciemnościach i ciszy, zapalałem świeczkę w mym skromnym szałasie i przyczepiałem do ściany kartkę białego papieru z nakreślonymi na niej dwoma okręgami. Z prawej strony, okrąg Sei, symbolizował działanie, z lewej Do, oznaczał bezczynność. Wpatrując się w te dwa okręgi, osiągałem stan głębokiej medytacji... To dłuższe odosobnienie pozwoliło mi udoskonalić moją sztukę karate, lecz, przede wszystkim, osiągnąć szczególny stan ducha..." W miarę jak Oyama zaczyna zdawać sobię sprawę ze swoich nadzwyczajnych umiejętności, pewien plan kiełkuje w jego umyśle: plan dokonania nieprzeciętnego wyczynu, który udowodniłby nadrzędną pozycję karate nad wszystkimi innymi odmianami walk na gołe pięści. W końcu postanawia on powtórzyć wyczyn mistrzów kempo z Okinawy: stoczyć walki z bykami.

WALKI Z BYKAMI

Przed wystąpieniem na arenie, Oyama odwiedza kilka rzeźni w prefekturze Chiba, aby sprawdzić siłę swego uderzenia. Po kilku ostrożnych próbach, .udaje mu się w końcu powalić pierwszego byka Skuteczna taktyka polegała na wymierzeniu prostego uderzenia pięścią (tsuki) między oczy zwierzęcia, w ten sam sposób jak pracownicy rzeźni dobijają byki młotkiem lub przebijakiem. W 1950 Oyama po raz pierwszy stawia czoła bykowi na arenie. Zwierzę słabnie już po pierwszym tsuki, jednakże Oyamie nie udaje się go powalić. Stosuje wtedy cięcie po łuku (mawashi-shuto-uchi) i odłamuje jeden z rogów zwierzęcia... W latach późniejszych, w USA i w Japonii, Oyama stoczy pięćdziesiąt dwie walki z bykami. Odłamie rogi czterdziestu dziewięciu z nich i zabije trzy pozostałe. Jedno z tych starć zostało sfilmowane przez Shochiku Motion Picture. "Po powrocie z USA pewne japońskie zakłady filmowe zaproponowały mi, abym dał pokaz walki z bykiem. Już od dawna marzyłem o takiej możliwości. W razie zwycięstwa miałbym szansę stoczyć pojedynek z niedźwiedzim, a następnie z tygrysem, również przed kamerą. Miałem nadzieję przyczynić się w ten sposób do rozpowszechnienia karate na całym świecie. Aby zwiększyć szybkość w tym decydującym starciu, zmniejszyłem wagę ciała... Miałem schwytać byka za rogi, przewrócić go, a następnie odłamać mu róg cięciem ręki zanim zdąży się podnieść... Byk ważył ponad sześćset kilogramów i w pierwszej fazie walki nie zdołałem wytrącić go z równowagi... Po kilku minutach starcia poczułem nagle sączącą się krew: rogi zwierzęcia zagłębiły się w moim ciele... Niebo, piasek i słońce dookoła nabrały oślepiającego blasku... Wtedy poczułem tryskającą z mego wnętrza cudowna siłę. W jednej chwili zapomniałem o bólu i wyczerpaniu... W porażającym świetle tego dnia zobaczyłem ogromny czarny pysk pędzący w moim kierunku, aby przynieść mi śmierć... Chwilę potem udało mi się zachwiać równowagę byka, po czym uderzyłem raz w jego róg, bezskutecznie... Wymierzyłem jeszcze trzy ciosy, wciąż bez rezultatu. W końcu zdołałem go powalić. Kolejne sekundy miały być decydujące... Aby oderwać róg, musiałem połączyć siłę zwierzęcia ze swoją. Musiałem zwolnić uścisk na szyi byka i zadać cios dokładnie w momencie, gdy będzie próbował ponownie stanąć na nogi... To miało być bez wątpienia moje ostatnie podejście... Odłamałem róg i pokazałem go publiczności..."

STANY ZJEDNOCZONE I POLUDNIOWO - WSCHODNIA AZJA

W 1952 Oyama został zaproszony do Chicago przez US Professional Wrestling Association. Towarzyszył mu judoka Endo Kokichi, szósty dan, oraz hawajski zapaśnik Wielki Togo. "Wrestling Hall w Chicago to ogromna sala gimnastyczna, mieszcząca 15 000 osób. Tego wieczoru wypełniały ją tłumy ludzi. Wielki Togo przedstawił mnie zgromadzonym. Mówił po angielsku, więc nie zrozumiałem ani słowa... Miałem zademonstrować moje umiejętności karate tuż przed walką, która stanowiła główną atrakcję wieczoru... Spodziewałem się, że na początku będę miał za zadanie złamać pojedyńczą deskę grubości kciuka, stopniowo zwiększając ilość desek do pięciu, ułożonych jedna na drugiej... Ale kiedy pokazano mi owe deski, doznałem szoku: były to dwie deski o grubości pięciu kciuków każda! Wtedy zrozumiałem, że istniejąca bariera językowa będzie mnie drogo kosztować... Gdy pierwszą deskę rozbiłem gładko jednym uderzeniem, Endo zapytał mnie czy będę kontynuował... Chwycił drugą deskę w obydwie ręce i przyjął stabilną pozycję zakroczną. Po raz pierwszy miałem złamać tak grubą deskę, trzymaną pionowo... Po krótkiej koncentracji rozbiłem ją jednym tsuki. Następnie miałem rozbijać cegły. Niestety, nie zdawałem sobie sprawy, że cegły amerykańskie są dużo twardsze niż cegły japońskie. Poza tym, miękka podłoga ringu wyłożona dywanem w żadnym wypadku nie mogła spełniać roli stabilnego podparcia... Zastosowałem cięcie shuto, bez powodzenia... Ponowiłem próbę z identycznym wynikiem... Starałem się skoncentrować przez dłuższą chwilę, aż wypełnił mnie niesamowity spokój. Gniew i niecierpliwość powoli opuszczały mój umysł, a jednocześnie nowa energia przenikała do mego wnętrza... Po kolejnej, udanej próbie publiczność szalała jak nigdy dotąd... W szatni czekał na mnie pewien człowiek... Uważnie obejrzał moją prawą rękę, po czym stwierdził: "Chciałbym, żeby ręce mojego syna były tak silne jak ta!" Był to Jack Dempsey, jeden z największych bokserów wszechczasów. Podczas swego tournee po Stanach Zjednoczonych Endo i Oyama przybrali odpowiednio przydomki: Ko-Togo (Mały Togo) i Mas Togo. W latach 1952-1954 Oyama dał ponad dwieście pokazów oraz stoczył wiele zwycięskich walk z bokserami i zapaśnikami: "... chciałbym wyjaśnić, że wcale nie zamierzałem wyjeżdżać w tournee. Czułem się nie fair przyjmując pieniądze za pokazy sztuki Budo, jednak musiałem z czegoś żyć. Oferowano mi sto dolarów tygodniowo oraz opłatę wszelkich dodatkowych kosztów, co w Japonii po drugiej wojnie światowej było nielada fortuną... Tak, byłem wtedy u szczytu formy. Mogłem z powodzeniem wybrać lekkoatletykę, lecz fascynowało mnie jedynie karate." (Oyama Masutatsu w "Mas Oyama, legenda karate, przegląd "Dojo-Arts martiaux", nr 29, luty 1989). W 1954 po pobycie na Hawajach Oyama wraca do Japonii, gdzie w Tokio zakłada swe pierwsze dojo. W 1956przed wyruszeniem w podróż po Południowo-wschodniej Azji przebywa jakiś czas na Okinawie. Stoczy wtedy walkę z mistrzem boksu tajlandzkiego, Black Cobra. "Podróżując po Południowo-wschodniej Azji chciałem sprawdzić skuteczność boksu tajlandzkiego jako metody samoobrony... Black Cobra był bardzo pewny swojego powodzenia w starciu z karateką... Nie miałem wątpliwości co do jego siły i szybkości... Jego techniki nożne odznaczały się nieprawdopodobną skutecznością. W czasie walki wiele razy próbował zaatakować moją głowę okrężnymi kopnięciami. Miał także doskonały refleks i kiedy tylko nadarzała się okazjanatychmiast przystępował do ataku... Posiadał niesamowity zmysł równowagi... Chociaż jego techniki mnie nie dosięgały, jego stabilna pozycja ani razu nie została zachwiana, co jest niezmiernie trudne przy tego rodzaju technikach... W pierwszych minutach walki starałem się nie przejmować incjatywy... Czyhałem na dogodny moment odsłonięcia się... Zadałem mu cięcie w podbródek, a następnie kopnięcie w korpus... Obydwaj runeliśmy na podłogę, ale tylko ja zdołałem powstać... Pomimo to, nie byłem w pełni zadowolony z tego zwycięstwa... Musiałem jeszcze popracować nad płynnym połączeniem technik nożnych i ręcznych."

PIERWSZE PUBLIKACJE, PIERWSZE ZGRUPOWANIA

W 1958 Oyama wydaje swoją pierwszą książkę: "Co to jest karate?" Oszałamiający sukces tego dzieła zachęci go później do publikacji: "To jest karate?" (1965), "Karate dla zaawansowanych" (1970) oraz "Karate, ostateczne starcie" (1984). W 1958 Edward Bobby Lowe (patrz Karate i Kosho-Shorei-Ryu-Kempo-Karate) zakłada hawajską sekcję Kyokushinkai, a w rok później organizuje w Honolulu pierwsze oficjalne zawody karate Kyokushinkai pod nazwą First Hawai Karate Tournament. Z tej okazji, Oyama osobiście daje pokaz kata i rozbijania przedmiotów. W 1960 w drugiej edycji zawodów hawajskich bierze udział już 16 państw. W 1962 w Madison Square Garden odbywają się pierwsze mistrzostwa Stanów Zjednoczonych, w których zwycięża Gary Alexander. W 1964 organizacja Kyokushinkai zapisuje się na trwałe w historii międzynarodowego karate przyjmując wyzwanie bokserów tajlandzkich. Sekcja Oyamy deleguje trzech reprezentantów na wyjazd do Bangkoku (patrz Seido-Juku). W tym samym czasie powstaje Międzynarodowa Organizacja Karate (International Karate Organization - IKO). Dopiero w 1969 w Tokio odbywają się pierwsze ogólnojapońskie zawody karate (All Japan Open Karate Tournament). Zwycięstwo odnosi w nich Yamazaki Terutomo, Soeno Yoshiji (przyszły twórca Shidokan) zajmuje drugie miejsce, a Hasegawa Kazuyuki trzecie. W latach kolejnych zwycięstwa odnoszą: Sato Katsuaki (1971), Miura Miyuki (1972), Royama Hatsuo (1973), Sato Katsuaki (1974), Sato Katsuaki (1975), Sato Toshikazu (1976), Azuma Takashi (1977), Ninomiya Yoko (1978), Nakamura Makoto (1979), Sanpei Keiji (1980), Sanpei Keiji (1981), Sanpei Keiji (1982), Onishi Yasuto (1983), Kurosawa (1984), Matsui Ayikoshi (1985), Matsui Ayikoshi (1986), etc. W 1972 Oyama ponownie wkracza na arenę międzynarodową. Właśnie w tym czasie pewna japońska drużyna (niezależna od IKO i Kyokushinkai) w skandaliczny sposób zachowuje się podczas zawodów w Paryżu. Oyama zwraca uwagę na ich wątpliwe zachowanie sportowe, reguły walki bezkontaktowej obowiązujące w tych zawodach oraz źle pojętą funkcję reprezentatywną wyżej wymienionej drużyny. W 1975 IKO organizuje w Tokio pierwsze ogólnoświatowe mistrzostwa karate, w których zwycięża Sato Katsuaki. Obecnie, organizacja Kyokushinkai ma swe filie w ponad 130 państwach świata. Co roku, w każdym z nich odbywają się zawody lokalne i ogólnokrajowe, które przygotowywują zawodników do mistrzostw w Tokio (raz na 4 lata): "Wydaje się, że cały świat pragnie włączyć karate w krąg dyscyplin olimpijskich. Dla karate sportowego byłby to, oczywiście, wielki krok naprzód. Lecz problem leży w zbyt dużej różnorodności... Należałoby stworzyć co najmniej cztery kategorie: wagę piórkową, średnią, ciężką i kategorie open. W prawdziwym karate waga nie ma żadnego znaczenia, więc taki podział jest bardzo nienaturalny..." (Oyama Masutatsu w "Mas Oyama, legenda karate", przegląd "Dojo-Arts Matriaux", nr 29, luty 1989).
PROBA STU WALK

Pod wpływem swego pobytu na Okinawie i Hawajach Oyama postanawia rozsławić karate Kyokushinkai poddając się tradycyjnemu sprawdzianowi od dawna praktykowanemu w kendo i judo: próbie Stu Walk. "Historia mówi, że Oyama Kancho, u szczytu swoich sił, przeszedł pomyślnie próbę Stu Kumite walcząc nieprzerwanie przez trzy dni. Tzn. stoczył on sto walk dziennie przez trzy dni! W owym czasie dojo Kyokushinkai słynęło ze znakomitych zawodników, a sam Oyama został poważnie zraniony podczas tego sprawdzianu. Pomimo to, wyszedł on zwycięzko ze wszystkich walk. Przypomnijmy sobie, iż u szczytu swej formy, Oyama potrafił powalić byka jednym ciosem... Istota karate zawarta jest jest w kumite (walce)... Ten kto przejdzie zwycięsko przez próbę Stu Walk jest niezaprzeczalnie jednostką wybitną w świecie karate... Ktokolwiek zdobędzie pewne doświadczenie w sztukach walki może sobie z łatwością wyobrazić na czym polega trudność sprawdzianu Stu Kumite. Rozumie się samo przez się, że wolnej walce towarzyszy pewien element ryzyka; jednakże, trenowanie karate w innej formie sprowadziłoby tę sztukę do sekwencji tanecznych ruchów..." (przegląd "Mas Oyama-Karate Kyokushin).



UCZNIOWIE OYAMY

Oyama miałznaczną ilość uczniów, którzy z różnych powodów odłączyli się od nurtu Kyokushin, aby założyć swe własne sekcje. Byli to między innymi: Ashira Hideyuki (twórca Ashira-ryu), Azuma Takashi (Daido-Juku), Kursaki Kenji (pionier japońskiego kick-Boxingu), Ninomiya Joko (Enshinkai-ryu), Oyama Shiregu (Oyama-ryu), Sato Katsuaki (zwycięzca pierwszych międzynarodowych mistrzostw Kyokushinkai w 1975, twórca Sato-Juki), Nakamara Tadashi (Jeden z nielicznych, którzy przeszli próbę Stu Walk, twórca Seido-Juku) oraz Soeno Yoshiji (Shidokan-ryu). W Europie Steva Arneil (Anglia, zaliczył próbę Stu Walk, Jon Bluming (pionier Kyokushinkai w Holandii, pierwszy szósty dan przyznany przez Oyamę poza granicami Japonii), Jan Kallenbach (obecnie prowadzi sekcję Taikiken w Holandii) oraz Alain Setrouk (pionier Kyokushinkai we Francji, twórca Kyokushin-Boxing).


FILOZOFIA OYAMY

"Doskonale znamy historię zdrady Juliusza Cezara przez Brutusa... Być może jakiś Brutus ukrywa się wśród moich uczniów. Nie wiem, jak zachowałbym się w podobnej sytuacji... Prawdopodobnie mógłbym zniszczyć tę osobę. Na pewno zmartwiłoby mnie to. Po cóż sięgać tego, kto zdążył już umknąć... Zdrajcy na ogół tracą wszystkich przyjaciół... Często zdrada powodowana jest żądzą sławy lub pieniędzy. Lecz ci, którzy dostrzegą tę żądzę opuszczają opuszczają zdrajcę oszukanego w ten sposób przez swych przyjaciół... Ludzie uważają, że moja śmiałość wynika z bardzo wielu niebezpiecznych sytuacji w moim życiu, z których zawsze udawało mi się wyjść cało. Istotnie, doświadczyłem różnych niebezpieczeństw, różnych reakcji ludzkich. Często było mi wstyd. Nie raz wykazałem się niezmierną ostrożnością i odwagą lwa... Rozsławiłem w świecie karate Kyokushinkai, nie tylko poprzez skuteczność i surowość metod treningu, lecz także poprzez nauczanie sportowego zachowania i szacunku do innych... Człowiek powinien szukać przygód... walczyć i odkrywać nowe, nieznane obszary. Powinien znaleźć swój cel w życiu i dążyć do jego realizacji... Człowiek jest silny, gdy ma ideę, dla której walczy..."


PRZESLANIE OYAMY

"Moje zwycięstwa były czynnikiem decydującym o rozpowszechnieniu i światowej sławie karate. Nikt nie zdołał jeszcze pobić mego rekordu ilości zwycięstw w walkach z bokserami angielskimi, zapaśnikami, judokami, bokserami tajlandzkimi. Gołymi rękoma zabijałem rozwścieczone byki. Wierzę, że dopóty będę mógł ćwiczyć karate, żaden nieuzbrojony przeciwnik mnie nie pokona. Nie można poznać prawdziwej natury sztuki walki, dopóki nie zdobędzie się doświadczenia w realnym starciu. Aby zasłużyć na miano karateki trzeba zetknąć się z rzeczywistym niebezpieczeństwem... Jestem prawdopodobnie jedynym powojennym japońskim mistrzem karate, który tyle razy wymknął się śmierci. Byłem przez to oczerniany przez wielu karateków pacyfistów, nie mających pojęcia o realnej walce. W jaki sposób mamy ocenić instruktorów karate-pewnego rodzajy tańca, którzy przekazują swym uczniom techniki i ducha walki, jeśli oni sami nigdy nie brali w niej udziału? Istota karate zawarta jest w walce."

Według powszechnie panujących stereotypów Karate to sport typowo męski tak jak piłka nożna, rugby czy boks. Uwarunkowane jest to kulturowo, ale przede wszystkim związane jest z tym, że kobietom nie wypada używać agresji. Oczywiście przekonanie to panuje wśród osób, które mają skrzywiony obraz karate. Karate nie jest sztuką agresji, a wręcz przeciwnie uczy samokontroli i dyscypliny. Podstawą filozofii karate jest idea perfekcji, dążenie do całkowitego panowania nad własnym umysłem i ciałem. Agresja jest czymś, czego karateka musi się wyzbyć, bo ona podważa jego pełną kontrolę. Wiem, że wiele osób mimo wszelkich argumentów i tak będzie obstawać przy swoim, ale zazwyczaj świadczy to tylko o niedojrzałości człowieka.
 

Wiele dziewczyn chcących uczęszczać na treningi obawia się zniszczenia kostek rąk i znacznego wzrostu masy mięśniowej, mówiąc krótko - nie chcą wyglądać jak mężczyźni. Otóż przy naturalnym treningu, bez preparatów wspomagających wzrost umięśnienia, nie jest możliwy. Nie należy, więc mieć takich obaw. Wyjaśnienie jest bardzo proste: dziewczęta posiadają dużo mniej testosteronu we krwi niż mężczyźni, przez co ich mięśnie nie rozrastają się, a jedynie ładnie kształtują, spala się także bardzo intensywnie tkanka tłuszczowa. Co do kostek, to płeć żeńska ma taryfę ulgową i zwłaszcza posiadaczki niższych pasów mogą wykonywać pompki na otwartych rękach(jednak z własnego doświadczenia wiem, że wiele kobiet nie korzysta z tego przywileju). Przy tym wątku może nasunąć się bardziej feministyczna myśl, a mianowicie: gdzie jest równe traktowanie? Otóż karate nie kwestionuje tzw. "naturalnego podziału płci". Dla większości osób nie jest tajemnicą, że ciało i skóra kobiet zbudowane są inaczej niż mężczyzn. Kobiety mają dużo drobniejsze kości niż mężczyźni i zwykle mniejszą objętość mięśni. Ciało kobiet zawiera za to więcej wody i obfitsza jest tkanka tłuszczowa ( średnio o 5-7%).Kobiety nie można postawić na równi z mężczyzną, jeśli chodzi o fizyczność, jednak w karate nie tylko liczy się siła ciała. Często dzieje się tak, że kobiety nadrabiają fizyczność, swoją psychiczną siłą walki. Myślę, że dzięki temu kobiety przekraczają bierne podziały.

Nie zawsze było jednak tak jak jest obecnie, istniały pewne przeszkody dla kobiet w karate kyokushin. Jeszcze do niedawna kobiety na zawodach nie były dopuszczane do kumite(walki), mogły wykonywać jedynie kata. Obecnie widzimy kobiety reprezentujące mistrzowski poziom w kumite. Powodów, dla których kobiety zaczynają ćwiczyć karate jest sporo. Najważniejsze to na pewno chęć wzmocnienia własnego poczucia bezpieczeństwa, umiejętność samoobrony, wzmocnienie swojej sprawności fizycznej oraz kondycji i zrzucenie kilku kilogramów. Z czasem zaczyna się odkrywać oprócz zalet fizycznych także aspekty duchowe, które są głównym celem tej sztuki.
 
 
Karate uczy przezwyciężania samego siebie, pokory, szlachetności, podążania za prawdą.



Karate Kyokushin jest trudną sztuką, a dla kobiet na pewno jeszcze trudniejszą. Od kobiety wymaga jeszcze większego poświęcenia. Oyama jednak pytał: Czy choćby najmniejsze osiągnięcie warte jest radości, jeżeli jego zdobyciu nie towarzyszyły ból i łzy? Nie idźcie na łatwiznę, proste drogi prowadzą do nikąd.

 

Rozwinięte przeszło tysiąc lat temu, jako forma walki bez użycia broni, ale z zastosowaniem naturalnych dla człowieka środków walki, jak pięści, kolan, stóp i głowy, karate stało się szkołą hartowania charakterów, sposobem na doskonalenie cech psychicznych poprzez rygorystyczny trening cielesny. Droga ta umożliwia osiągnięcie jedności ducha i ciała. Jeśli brzmi to zbyt abstrakcyjnie, posłużmy się bardziej obiegowymi określeniami. Oprócz wzmocnienia ciała i poprawienia szybkości, siły i koordynacji, karate zwiększa czujność i samoświadomość. Uczy także zaufania - nie zarozumiałości czy zuchwałości - ale głębokiego zaufania we własne siły, we własne zdolności postępowania wobec otaczającego świata. A z ufnością przychodzi opanowanie i poczucie wewnętrznego spokoju. To właśnie prawdziwe karate, karate, które można praktykować przez długie lata, nawet kiedy nie jest się już zdolnym do łamania desek. Wszystko musi mieć jednak swój początek, a wielkich rzeczy nie da się dokonać w ciągu kilku dni. W karate początkiem są formy fizyczne - uderzenia pięścią, kopnięcia i bloki, nauka przyjmowania określonych pozycji i poruszania się w nich, obroty ciała, wyskoki, uniki etc. Istnieją również techniki, które umożliwiają biegłemu karatece wykonanie zdawałoby się niemożliwych wprost wyczynów.

W zaawansowanej formie karate łączy energię fizyczną z doświadczeniami psychologicznymi w coś, co odczuwane jest przez większość mistrzów jako potężna siła napędowa. Podczas gdy siła zewnętrzna jest naturalną konsekwencją intensywnego treningu, niesamowite demonstracje temeshiwari są raczej rezultatem siły wewnętrznej - skutkiem szkolenia, opartego na współczesnej wiedzy oraz efektem zastosowania metod wypracowanych setki lat temu w dalekowschodnich klasztorach.

 

Na zdjęciu twórca Kyokushin Karate - Sosai Masutatsu Oyama 10 DAN (z prawej) 1923 - 1994

 

 

 

 

 

 

 

 

© 2009-2017 Wielkopolski Klub Karate Kyokushin karate-poznan.pl || blackbeltrx.com

Please publish modules in offcanvas position.